Spindleruv Mlyn – Karpacz

Drugi dzień trekkingu w Karkonoszach: Szpindlerowy Młyn – Kozie Grzebiety – Lucni Bouda – Śnieżka – Czarny Grzbiet – Karpacz

Ruszamy ze Szpindlerowego Młyna. Przechodzimy przez mostek na Łabie, całkiem już spory potok i w górę w kierunku sv. Petra. Po asfaltowym odcinku odbijamy na żółty szlak. Można też iść dołem lecz żółty szlak omija zabudowania. Początkowo szerokiem traktem nieco w górę. Wyżej ścieżką. Zaczyna się piękny trawers. Ładne widoki. Żółty szlak łączy się z czerwonym i zmierza na Krakonos.

Dalej takim jakby wypłaszczeniem do Lucni Bouda. Potężne schronisko aż nieproporcjonalne do otoczenia. Wypiliśmy piwko i dalej na Śnieżkę. Niebieski, bezpośredni szlak niestety zamknięty więc idziemy najpierw żółtym do Polski i dalej granią do Domu Śląskiego. Ludzi jak mrówków. A po czeskiej stronie taki był spokój :).

Wchodzimy na Śnieżkę. Niby szlak jednokierunkowy a i tak ludzie schodząc. Podejście jest krótkie, 20-25 minut i jesteśmy na szczycie. Dawno tutaj nie byłem! Trochę się pokręciliśmy i w dół. Następnie Czarnym Grzbietem wąską ścieżką wśród kosodrzewiny. Długi odcinek w miarę po płaskim aż do Czarnej Kopy i w dół do schroniska Jelenka. I dalej na Sowią przełęcz. Jeszce tylko dość długie zejście Sowią Doliną i jesteśmy w Karpaczu. Koniec naszej dwudniowej wędrówki!